Jakby lotniska nie były wystarczająco stresujące — szczególnie w ostatnich tygodniach z powodu długich kolejek wynikających z kongresowego impasu w sprawie finansowania DHS — w piątek rano na Międzynarodowym Lotnisku w Filadelfii miał miejsce szczególnie napięty moment, gdy agent Secret Service przydzielony do ochrony byłej pierwszej damyJill Biden postrzelił się w nogę.
Rzecznik U.S. Secret Service podsumował sytuację w oświadczeniu: "W piątek rano tuż po 8:30, pełniący służbę specjalny agent U.S. Secret Service doznał obrażeń niezagrażających życiu w wyniku nieumyślnego wystrzelenia podczas obsługi broni służbowej na Międzynarodowym Lotnisku w Filadelfii podczas zadania ochronnego."
Szczegóły wciąż się wyłaniają, ale wygląda na to, że chociaż Biden była na lotnisku, nie była faktycznie z agentem, gdy doszło do samoostrzelenia. Ratownicy medyczni zareagowali natychmiast, a agent obecnie przebywa w szpitalu w stanie stabilnym i oczekuje się, że w pełni wyzdrowieje.
Sprawa będzie badana przez Biuro Odpowiedzialności Zawodowej Secret Service, i choć wydaje się to być incydentem odosobnionym, ma miejsce w czasie, gdy pojawiają się pytania o "głębokie wady" w agencji, które pojawiły się w następstwie próby zamachu w 2024 roku na przyszłego prezydenta Donalda Trumpa.
Dzieje się to również w momencie, gdy lotniska w całym kraju są w chaosie z powodu rezygnacji agentów TSA i absencji wywołanych kongresowym impasem w sprawie finansowania. Nie ma jeszcze informacji, czy problemy kadrowe TSA przyczyniły się do dzisiejszego postrzelenia.


