Od czasu rozpoczęcia wojny z Iranem trzy tygodnie temu, niewiele tematów zdominowało narodową debatę tak jak szybko rosnące ceny paliwa. Pomiędzy zamknięciem Cieśniny Ormuz a atakami na instalacje naftowe w całym regionie, dostawy ropy zostały zakłócone, za co konsumenci płacą na stacjach benzynowych.
Przez cały ten czas prezydent Donald Trump pozostawał skoncentrowany na jednym konkretnym wskaźniku rynku naftowego: cenie ropy naftowej West Texas Intermediate (WTI), która jest zasadniczo ceną ropy naftowej przed przetworzeniem. Jednak podczas gdy Trump skupiał się na utrzymaniu tego kosztu poniżej 100 dolarów za baryłkę, według eksperta branżowego Javiera Blasa, prezydent patrzy na "niewłaściwą" cenę ropy, co wprowadza w błąd co do tego, jak wojna faktycznie wpływa na amerykańskie portfele.
Dla większości Amerykanów, mówi Blas, gospodarka jest napędzana nie przez cenę WTI, ale przez koszt rafinowanych produktów naftowych, takich jak benzyna. I chociaż ropa z Teksasu wzrosła o 60 procent od stycznia, paliwa, których ludzie faktycznie używają, wzrosły nawet o 120 procent.
Z każdych trzech baryłek ropy naftowej WTI, rafineria może zazwyczaj wyprodukować dwie baryłki benzyny i jedną destylatów paliwowych, takich jak olej napędowy. To dodatkowe przetwarzanie wymaga specjalnych produktów rafinacyjnych — których dostawy zostały zakłócone przez wojnę — a także działających rafinerii, które również zostały zakłócone. Z powodu tych dodatkowych warstw zakłóceń, ceny rafinowanych paliw podlegają dodatkowym presjom kosztowym i teraz "zbliżają się do rekordowego poziomu z 2022 roku".
W rezultacie wzrost cen codziennych paliw, takich jak benzyna, paliwo lotnicze i olej napędowy, znacznie przewyższył wzrost ceny ropy. Oznacza to płacenie więcej na stacjach benzynowych, więcej za bilety lotnicze i więcej za obsługę ciężkiego sprzętu. Blas jest szczególnie zaniepokojony ceną oleju napędowego, który napędza kluczowe sektory gospodarcze, takie jak budownictwo, transport i rolnictwo.
Blas twierdzi, że z punktu widzenia PR, używanie przez Trumpa ceny WTI ma sens. Na powierzchni ignoruje to dodatkowe koszty rafinacji, przez co negatywne skutki ekonomiczne wojny wydają się mniej dotkliwe. Jednocześnie Wall Street ma tendencję do skupiania się na WTI jako wskaźniku rynkowym i ignorowania rzeczywistych cen paliw. Jeśli cena ropy to wszystko, na co patrzysz, sprawy mogą nie wydawać się tak złe.
Trump i inwestorzy giełdowi nie patrzą jednak na takie rzeczy jak cena paliwa lotniczego czy przerobionego komponentu do mieszania z tlenkami, z których pierwszy determinuje koszty transportu lotniczego, podczas gdy drugi jest używany do produkcji benzyny.
"Ale te produkty, główna produkcja amerykańskich rafinerii," mówi Blas, "są dokładnie tym, co zadecyduje o losie konsumentów i firm w tym kraju".


