Ta walka tak naprawdę nie dotyczy imigracji. Chodzi o to, czy Konstytucja nadal ogranicza władzę rządu.
Gdy wybrani urzędnicy nazywają „nie do zaakceptowania" wymóg, aby federalni agenci uzyskali nakaz sądowy przed wyważeniem drzwi, aby ludzie otrzymali kaucję lub proces przed długoterminowym więzieniem i aby pozwolić na protesty, nie debatują nad polityką graniczną, ale sprawdzają, czy Karta Praw jest nadal wiążąca, czy stała się jedynie dekoracyjna.
Karta Praw została napisana, aby wprowadzić tarcia między władzą państwa do użycia siły a ludźmi, którymi rządzi. Aby ograniczyć rząd.
Jeśli te tarcia można usunąć, tak aby rząd mógł atakować dowolną nielubianą grupę, wówczas prawa konstytucyjne przestają być uniwersalnymi gwarancjami i zamieniają się w warunkowe przywileje. A gdy to się stanie, historia — i słynny wiersz pastora Martina Niemöllera — pokazują nam, że grupy ludzi pozbawionych ochrony nigdy nie pozostają małe na długo.
Wiadomością tego tygodnia, która uwydatnia ten kryzys, jest to, że Republikanie zamknęli Departament Bezpieczeństwa Krajowego, ponieważ twierdzą, że wezwanie Demokratów, aby ICE przestrzegało prawa i Konstytucji, jest „nie do zaakceptowania".
Poważnie. Oto pierwsze zdanie żądania Demokratów, które Republikanie nazywają tak nierozsądnym:
Obecnie ICE wyważa drzwi i rozbija szyby samochodów, aby atakować i aresztować zarówno obywateli, jak i nieobywateli. Robią to, ponieważ twierdzą, że mogą. A aby aresztować, zatrzymać i uwięzić ludzi, twierdzą, że mogą wydawać własne fałszywe, zmyślone „nakazy administracyjne" i nie potrzebują sędziego ani sądu, aby zobaczyć jakiekolwiek dowody lub powiedzieć słowo.
To kompletna bzdura i naprawdę zdumiewające jest, że Republikanie ich wspierają. Czwarta Poprawka nie jest skomplikowana. Oto ona w całości (zauważ, że NIE mówi „obywatele", ale mówi „ludzie"):
To wszystko. Każde słowo. I dotyczy każdej „osoby", która znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Niemniej jednak, ignorując 250 lat amerykańskiego prawa i historii, radca prawny DHS James Percival powiedział:
Jego argumentem jest, że wyważanie drzwi wejściowych domów ludzi, gdzie mogą mieszkać nieudokumentowani imigranci, lub rozbijanie szyb ich samochodów, nie jest „nieuzasadnione".
To klasyczny przykład tego, jak prawo może zostać przekręcone w bełkot przez reżim kryminalny, pod którym obecnie cierpimy. A nawet nie obejmuje to prawa do procesu przed ławą przysięgłych, prawa do uprawiania dziennikarstwa czy prawa do protestu, które wszystkie są gwarantowane przez Kartę Praw.
Wczoraj opowiedziałem wam o czymś, czego nauczyli się ludzie, którzy założyli ten kraj, z goryczy doświadczenia i głębokiej lektury historii: aspirujący faszystowski rząd (taki, w jaki Donald Trump próbuje zamienić nasz) nie musi otwarcie łamać prawa, aby zniszczyć wolność.
Musi tylko mieć wystarczająco dużo lizusów na stanowiskach władzy, aby ignorować prawo, tak aby nie ograniczało już potężnej władzy rządu.
Dla współczesnych Amerykanów może to brzmieć jak abstrakcja, ale jest to kluczowe. Rząd jest jedyną instytucją, która ma szeroką kulturową aprobatę do stosowania przemocy, uwięzienia, a nawet zabicia nas oraz rozerwania naszych istnień w poszukiwaniu rzekomej działalności przestępczej.
Całym celem demokracji jest powstrzymanie tej władzy i zapobieżenie jej kiedykolwiek tak wielkiej koncentracji w rękach małej liczby osób, że może być nadużywana z korzyścią dla jednej grupy nad drugą.
Nasze filmy i stare kroniki filmowe z epoki nazistowskiej wydają się nam mówić, że rozpoznamy tyranię, gdy na ulicach będą czołgi, gazety zostaną zamknięte, wybory odwołane i zobaczymy publiczne egzekucje protestujących.
Ale tyrania zwykle nie działa tak w swoich średnich stadiach, takich jak ten, w którym jesteśmy teraz.
Na przykład przy naszym założeniu Imperium Brytyjskie nigdy nie ogłosiło „Koloniści nie mają praw" w sposób, w jaki prawnik ICE teraz ogłasza, że imigranci nie są chronieni przez Czwartą Poprawkę. W rzeczywistości Parlament wielokrotnie nalegał na coś przeciwnego. Amerykanie byli brytyjskimi poddanymi, chronionymi przez prawo brytyjskie, a urzędnicy króla powtarzali to nieustannie.
A jednak mimo to brytyjscy agenci wyważali drzwi bez znaczących nakazów. Ludzie stawiali czoła niemal codziennej przemocy. Brytyjscy agenci monitorowali, śledzili i często bili lub aresztowali ludzi, którzy protestowali. Gazety były zamykane, a pisarze aresztowani. A sądy nie mogły znacząco powstrzymać funkcjonariuszy działających w imieniu Korony, ponieważ ich władza była zarówno przyznawana, jak i ograniczana przez jednego człowieka, króla.
Wszystko istniało w ramach prawnych, a Brytyjczycy wielokrotnie nalegali, że to koloniści, a nie ich własni agenci i żołnierze, „łamali prawo".
To właśnie w końcu wyczerpało cierpliwość kolonistów. Nie było to pojedyncze oburzenie, takie jak Ustawa o Herbacie czy Masakra Bostońska — chociaż te uwydatniały ucisk, którego doświadczyli — ale ich ostateczne uświadomienie sobie, że każda skarga, którą złożyli, była odpowiedziana legalistycznym wyjaśnieniem, dlaczego nadużycie było uzasadnione.
Przeczytaj Deklarację Niepodległości — którą cytowałem wczoraj — uważnie, a zobaczysz wyłaniający się wzór. Jefferson nie tylko wymienia krzywdy. Wymienił systemowe, niedemokratyczne ruchy strukturalne i jurysdykcyjne: sędziów zależnych od władcy, władzę wojskową postawioną ponad władzą cywilną, odmowę władzy lokalnym sądom, prawa podatkowe, które tylko przyniosły korzyści bogatym, oraz ludzi transportowanych do procesu gdzie indziej.
Problem nie tkwił w okrucieństwie ani brytyjskim nadużyciu władzy, chociaż oba były straszne. Chodziło o to, że sama struktura władzy, system, został zaaranżowany tak, że prawo było stale przepisywane na bieżąco, dostosowywane do konfrontacji z nieposłuszeństwem i nadużywane w celu wzmocnienia i uzasadnienia władzy rządu nad życiem ludzi, zamiast ją ograniczać.
To rozróżnienie, po Wojnie Rewolucyjnej, ukształtowało Konstytucję, która przyszła później.
Mamy tendencję do traktowania Karty Praw jako dokumentu moralnego, oświadczenia wartości narodowych, ale ludzie, którzy ją napisali, byli znacznie bardziej praktyczni niż filozoficzni. Budowali maszynę, która ich zdaniem uczyniłaby tyranię jako metodę rządzenia niemożliwą.
Zakładali — ponownie, w oparciu o własne doświadczenie i czytanie historii — że każdy rząd zawsze będzie chciał rozszerzyć swoją własną władzę, ponieważ każdy rząd w historii zawsze to robił.
Dlatego napisali naszą Konstytucję w taki sposób: aby ustanowić strukturę, system, który jest większy niż jakikolwiek polityk (w tym prezydent).
Te zabezpieczenia wymienione w Karcie Praw i ogólna trójgałęziowa struktura naszego rządu nie były tam z dobroci serca ani w celu wzmocnienia moralności publicznej. Zostały umieszczone w najwyższym prawie naszego kraju, aby wywołać poważne tarcia — przysłowiowe „wrzucanie piasku w tryby" naszego systemu — które spowolniłoby pośpiech jakiegokolwiek polityka lub partii do zniszczenia demokracji.
Rozumieli, że gdy politycy i biurokraci muszą się tłumaczyć publicznie, gdy muszą uzasadniać swoje działania, są mniej skłonni do nadużywania ludzi w sposób, w jaki robił to król Anglii w ich epoce.
Być może jeszcze ważniejsze, Założyciele i Twórcy naszej Konstytucji wiedzieli również z historii, że gdy jakakolwiek grupa przejmie wystarczającą władzę, aby wznieść się ponad prawo, sama republika jest na ostatnich nogach.
Gdy segment społeczeństwa (taki jak klasa miliarderów Epsteina lub ICE) osiągnął ten punkt — czy to z powodu zatrudnienia w rządzie, czy ogromnych bogactw — wiedzieli, że system zostanie wypaczony, a demokracja może umrzeć, nawet jeśli czarno na białym tekst prawa pozostanie nienaruszony.
Gdy to się dzieje — jak widzimy dziś, gdy Trump zignorował ponad 4 400 nakazów sądowych — orzeczenia sądów stają się technicznie wiążące, ale rząd czuje się wolny, aby je ignorować.
Brytyjskie nadużycie kolonistów w 1773 roku to starożytne echo tego, co widzimy dziś w Minneapolis, gdzie FBI właśnie w tym tygodniu oficjalnie odmówiło przekazania dowodów w morderstwach Renee Good i Alex Pretti lokalnym władzom, które zgodnie z prawem mają jurysdykcję nad morderstwem.
Pod tym reżimem Trumpa urzędnicy rządu federalnego odmawiają teraz przestrzegania Konstytucji, prawa, nakazów sądowych i nawet normalnych amerykańskich oczekiwań dotyczących ludzkiej przyzwoitości. Szukają przyjaznych sędziów, śmieją się z nakazów sądowych i codziennie ignorują Pierwszą, Czwartą, Piątą i Szóstą Poprawkę.
To dokładnie dlatego wcześni Amerykanie byli obsesyjnie przekonani, że przepisy dotyczące rzetelnego procesu w Karcie Praw muszą dotyczyć wszystkich, nie tylko obywateli, nie tylko sojuszników, nie tylko szanowanych. W momencie, gdy jakikolwiek rząd zaczyna decydować, kto otrzymuje pełną ochronę prawną, a kogo prawo może nadużywać lub wynosić, cicho przeszedł do tego drugiego trybu działania, który król Anglii potwierdzał w 1773 roku. To, co założyciele naszego narodu nazwali „tyranią".
Historia pokazuje, co się dzieje, gdy prawo ogranicza niektórych i wynosi innych ponad siebie: kategoria zarówno maltretowanych, jak i zwolnionych się rozszerza. Oba zawsze się rozszerzają, ponieważ władza, raz sprawowana, staje się precedensem. To, co zaczęło się jako wyjątek, staje się „normalne".
Założyciele wiedzieli, że republiki — gdy są skorumpowane przez bogatych, pozbawionych skrupułów ludzi — dryfują w ten nowy tryb. Jak we współczesnej Rosji i na Węgrzech, wybory trwają, prawa pozostają w księgach, sądy nadal orzekają, a jednak biedni, pracownicy, dysydenci, protestujący są miażdżeni, podczas gdy bogaci i dobrze powiązani — klasa miliarderów Epsteina — wznoszą się ponad wszelką odpowiedzialność.
Co rodzi trudniejsze pytanie, z którym my, jako Amerykanie cierpiący pod tym reżimem, musimy się teraz zmierzyć:
Jeśli nasz rząd może popełniać przemoc, naruszać Konstytucję, codziennie kłamać opinii publicznej, wielokrotnie przegrywać w sądzie, a mimo to kontynuować działanie, jak tylko chce, ponieważ struktura teraz na to pozwala, czy istnieje jakiś konkretny punkt lub linia, gdzie oficjalnie przeszliśmy od demokracji do tyranii?
Okazuje się, że historia mówi nam, że taka linia istnieje. Filozofowie polityczni spierali się o to przez wieki, ale ludzie, którzy napisali naszą Konstytucję, byli całkiem pewni, że wiedzieli mniej więcej, gdzie leży.
Historia mówi nam również, że istnieje linia, punkt, w którym demokracja przestaje być demokracją. Ludzie, którzy napisali naszą Konstytucję, wierzyli, że ta linia jest przekroczona, gdy ci u władzy mogą ignorować prawo i nie ponosić żadnych konsekwencji.
Jest przekroczona, gdy prawa mogą być odmówione niektórym, gdy nakazy sądowe mogą być odrzucone i gdy rząd może używać siły bez znaczącego nadzoru. A kiedy tak się dzieje, nasza republika sama jest w niebezpieczeństwie.
Jutro przejdę przez ten próg i wyjaśnię, co to dla nas dziś oznacza, ponieważ to, czy go przekroczyliśmy, czy nie, determinuje, czy normalne środki zaradcze polityczne, takie jak wybory i procesy prawne, mogą nadal funkcjonować — lub kiedykolwiek znowu funkcjonować — w sposób, w jaki większość Amerykanów nadal zakłada, że działają.


