Spurs po raz kolejny zachowali ostrożność w powrocie Victora Wembanyamy do gry kilka dni temu. Po krótkiej nieobecności spowodowanej stłuczeniem kości lewego kolana, wszedł z ławki rezerwowych w meczu przeciwko Grizzlies, a jego czas na parkiecie był ograniczony do stosunkowo skromnych 21 minut. Mimo to, wynikowe statystyki były nie mniej imponujące: 30, pięć, trzy, jeden i jeden jako przypomnienie, że nawet jego ostrożnie dozowana wersja wpływa na wynik meczów. Szkoda tylko, że jego wysiłki zostały celowo ograniczone, podczas gdy drużyna w czarno-srebrnych barwach poniosła jednopunktową porażkę na końcową syrenę.
Przez trzy kwarty Spurs wyglądali zorganizowanie i opanowanie. Prowadzili w pierwszej połowie, dobrze poruszali piłkę i otrzymywali terminowe wsparcie od Juliana Champagnie i nowicjusza Stephona Castle'a. Obecność Wembanyamy, nawet w kontrolowanych momentach, zakłócała obronę Grizzlies. A potem czwarta kwarta opowiedziała inną historię, ujawniając znane słabości. Prowadzenie zmieniało właściciela raz po raz, gdy posiadania się zacieśniały, a wykonanie (zawsze najcenniejsza waluta dla młodych) stawało się nierówne. Gospodarze, desperacko próbujący przerwać własną passę porażek, znaleźli swojego finiszera w Camie Spencerze, którego późny kosz okazał się decydujący. Końcowe posiadanie gości zakończyło się zablokowaniem De'Arona Foxa przy obręczy, gdzie zaledwie centymetry zadecydowały o wymianie kontroli na upadek.
W każdym razie, starcie podkreśliło ramy wokół powrotu Wembanyamy. Spurs byli rozmyślni, bardzo starannie i być może aż nazbyt, w zarządzaniu obciążeniem swojego filaru w tym sezonie. Po problemie z łydką wcześniej w roku i teraz stłuczeniu kolana, opierali się pilności i zamiast tego wybrali powściągliwość. Nie trzeba dodawać, że ich postawa jest kształtowana zarówno przez zasady, jak i pragmatyzm. 22-letnie cudowne dziecko jest doskonale świadome progu 65 meczów National Basketball Association dla nagród po sezonie, choć równocześnie pozostają świadomi, że dostępność jutro ma większe znaczenie niż wyróżnienia dzisiaj. Napięcie między nimi jest realne i zdecydowanie narasta.
To, co komplikuje sprawę, to fakt, że Spurs udowodnili, że mogą funkcjonować bez niego, choć przyznanie niepełni bez jego pełnego wpływu. Dostępność Wembanyamy natychmiast podniosła ich sufit, ale również wyostrzyła kontrast w sytuacjach pełnych napięcia. Gdy posiadania zwalniają, a odczyty muszą być instynktowne, wciąż są w trakcie określania swojego charakteru. Obrona załamała się w kluczowych momentach. Ich atak opierał się na indywidualnej kreacji zamiast na spójności. To z pewnością nie są fatalne wady, ale są uporczywe i mają tendencję do ujawniania się w decydujących momentach.
W tym sensie porażka z Grizzlies była pouczająca i instruktywna. Wembanyama wyglądał zdrowo, wybuchowo i nieobciążony rdzą. Spurs wyglądali konkurencyjnie i zaangażowani, choć nie do końca wypolerowany. Rozwój rzadko przebiega w linii prostej, a postęp często przychodzi z frustracją. Opuścili jednak parkiet z większą liczbą odpowiedzi niż żalów dotyczących swojej gwiazdy, ich harmonogramu i całej cierpliwości wymaganej pomiędzy. Powrót był sukcesem. Rozwiązanie, jak to niezmiennie bywa z pokoleniowymi talentami w słabo rozwiniętym środowisku, pozostaje w trakcie realizacji.
Anthony L. Cuaycong pisze Courtside odkąd BusinessWorld wprowadził sekcję sportową w 1994 roku. Jest konsultantem ds. planowania strategicznego, operacji i zarządzania zasobami ludzkimi, komunikacji korporacyjnej oraz rozwoju biznesu.


