Sekretarz Obrony Pete Hegseth spędził przesłuchania konfirmacyjne, obiecując senatorom, że przestanie pić. Opierając się na jego konferencji prasowej w środę dotyczącej wojny z Iranem, może to nie być taki dobry pomysł.
Hegseth sugerował, że informowanie o zabitych amerykańskich żołnierzach staje się „narracją". Powiedział, że opinia publiczna powinna „przebić się przez hałas" i skupić się na misji.
„Hałas" w tym przypadku to sześć amerykańskich istnień.
W niedzielę irański dron uderzył w amerykańską placówkę w Kuwejcie. Ofiarami byli rezerwowi wojska przydzieleni do dowództwa logistycznego. Ich nazwiska, stopnie i wiek:
Skarga Hegsetha dotyczyła tego, że ich śmierci zdominowały relacje z wojny. Podczas środowej odprawy w Białym Domu, gdy Kaitlan Collins z CNN odczytała słowa Hegsetha rzeczniczce prasowej Białego Domu Karoline Leavitt, Leavitt nie drgnęła.
„Prasa chce tylko sprawić, by prezydent wyglądał źle" – powiedziała. „To fakt."
Dla tej administracji martwy sierżant z West Des Moines nie jest tragedią. Jest politycznym obciążeniem. Informowanie o jego śmierci jest dowodem na stronniczość.
Rozważmy źródło. Według zaprzysiężonego oświadczenia złożonego w Senacie pod groźbą kary za krzywoprzysięstwo przez byłą szwagerkę, Hegseth raz musiał zostać wyniesiony z klubu ze striptizem w Minneapolis przez własnego brata – pijany, w mundurze, podczas weekendu ćwiczeń Gwardii Narodowej. Noszenie munduru w stanie nietrzeźwości jest naruszeniem prawa wojskowego.
NBC News również poinformowało, że 10 obecnych i byłych współpracowników Fox News powiedziało, że musieli „opiekować się" Hegsethem przed występami, ponieważ pachniał alkoholem. A skarga sygnalisty z jego kadencji w organizacji non-profit dla weteranów Concerned Veterans for America opisała wiele przypadków, gdy musiał zostać usunięty z wydarzeń po wypiciu alkoholu do stanu niezdolności.
To jakiś nowy szczyt ironii, że człowiek, który wymagał własnych „opiekunów" w Fox News, teraz wykłada prasie o profesjonalnym zachowaniu i o tym, co jest godne pierwszej strony. Byłoby to bardziej obronne, gdyby jego tyrady można było przypisać zmienionemu stanowi.
Ale to bardzo niedawne odkrycie. Cofnijmy się do stycznia 2024 roku. Trzech amerykańskich żołnierzy zginęło w ataku dronów w Jordanii, gdy Joe Biden był prezydentem. Republikanie nie mówili reporterom, by ignorowali tę historię. Krzyczeli o tym przez każdy dostępny mikrofon.
Donald Trump nazwał te śmierci „konsekwencją słabości Joe Bidena". Senator Tom Cotton (R-AR) zażądał „niszczycielskiego odwetu". Nikt nie narzekał, że relacje były niesprawiedliwe wobec naczelnego dowódcy.
Cofnijmy się do sierpnia 2021 roku. Po zamachu samobójczym przy Bramie Abbey w Kabulu, Republikanie przez lata przywoływali tych 13 śmierci. Organizowali przesłuchania. Wydawali wezwania do sądu. Umieszczali rodziny Gold Star na scenie podczas Konwencji Narodowej Republikanów. Senator Lindsey Graham (R-SC) powiedział, że utrata życia była podstawą do impeachmentu.
Polityczna zasada wydawała się prosta: Kiedy giną amerykańscy żołnierze, prezydent musi za to odpowiadać.
Ta zasada najwyraźniej zmieniła się w Dniu Inauguracji.
Trump rozpoczął wojnę z Iranem, która już ma amerykańskie ofiary i, według jego własnego przyznania, przyniesie ich więcej.
„Niestety, prawdopodobnie będzie ich więcej, zanim się skończy" – powiedział Trump w niedzielę. „Tak to jest."
Dla Białego Domu może to być strategiczna rzeczywistość. Dla rodziny Nicole Amor – matki dwójki dzieci z Minnesoty, która była kilka dni od powrotu do domu – to nie jest po prostu „tak to jest". To zniszczenie ich świata.
Amerykańska prasa informuje o każdej śmierci bojowej USA od dziesięcioleci, zarówno pod rządami Republikanów, jak i Demokratów. Te historie nie są partyjną narracją. Są publicznym zapisem wojny.
Sześć nazwisk w tym tygodniu to Declan, Nicole, Cody, Noah, Jeffrey i Robert. Informowanie o nich nie jest próbą sprawienia, by prezydent wyglądał źle, bez względu na to, jak bardzo bezwstydni pochlebcy Trumpa narzekają.
To jest dziennikarstwo.


