Była urzędniczka administracji Trumpa, Sarah Matthews, ostro zaatakowała swojego byłego szefa we wtorek podczas występu w MS NOW, oskarżając prezydenta Donalda Trumpa o udział w masowym "ukrywaniu prawdy" dotyczącym Jeffreya Epsteina i jego przeszłych powiązań ze skompromitowanym finansistą.
"Ta administracja uwielbia twierdzić, że jest najbardziej przejrzystą administracją w historii, a to oczywiście zwykłe bzdury" - powiedziała Matthews. "To nieprawda."
Matthews, która wcześniej pełniła funkcję zastępcy rzecznika prasowego Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, wskazała na nowe doniesienia, które twierdziły, że dziesiątki stron z publicznej internetowej bazy danych Departamentu Sprawiedliwości zawierającej akta Epsteina wydają się być brakujące, strony, które, w oparciu o kontekst, prawdopodobnie zawierają poważne zarzuty wobec Trumpa, w tym że molestował seksualnie dziecko.
"Nie ma żadnego powodu, dla którego nie opublikowalibyście tych 53 stron, które NPR odkryło jako brakujące w aktach Epsteina dotyczących Trumpa" - kontynuowała Matthews.
"Jeśli to jest zarzut, który jego zdaniem nie ma żadnych podstaw, to dlaczego tego nie opublikować, dlaczego nie pozwolić opinii publicznej to zobaczyć i samodzielnie osądzić? Wyraźnie ma miejsce ukrywanie prawdy... Myślę, że wychodzi to z samej góry, myślę, że Donald Trump dyktuje, co ma się dziać w związku z aktami Epsteina."
Doniesienia NPR zostały również potwierdzone przez kongresmana Roberta Garcię (D-CA), który we wtorek potwierdził, że przedmiotowe akta rzeczywiście były brakujące po wizycie w siedzibie Departamentu Sprawiedliwości w Waszyngtonie, gdzie osobiście przeglądał niecenzurowane dokumenty.
"Jest powód, dla którego te 53 strony nie zostały udostępnione publicznie - naprawdę ma miejsce jakieś ukrywanie prawdy" - powiedziała Matthews. "Wiem, że brzmi to, jakbym miała na głowie czapeczkę z folii aluminiowej i że robię tu pewien skok myślowy, ale dlaczego nie ujawnią tych akt? Po prostu nie ma to dla mnie żadnego sensu."


