Republikanie od dawna sprzeciwiali się pomysłowi nadania Portoryko statusu stanu, co jest posunięciem szeroko popieranym przez Demokratów, ale w artykule dla The Hill były pracownik Sekretarza Stanu Marco Rubio zerwał z partią, by poprzeć ten pomysł, nazywając go "oczywistą sprawą" dla bezpieczeństwa narodowego.
Cesar Conda był pierwszym szefem sztabu Rubio z czasów jego pracy w Senacie, a obecnie pełni funkcję doradcy w Radzie ds. Państwowości Portoryko. We wtorek, wraz z byłym zastępcą dowódcy Dowództwa Sił Specjalnych USA generałem Thomasem Traskiem, napisał artykuł redakcyjny, w którym stwierdził: "Jeśli Biały Dom poważnie traktuje ochronę obywateli i przyszłości Ameryki, to przyjęcie Portoryko jako 51. stanu to doskonały punkt wyjścia".
Portoryko jest terytorium USA od 1898 roku, a jego mieszkańcy są obywatelami amerykańskimi od 1917 roku. Jednak ta karaibska wyspa nie posiada pełnej reprezentacji przysługującej stanom, co stanowi podstawę argumentacji za przyznaniem jej statusu stanu. Zwolennicy zauważają również, że wyspa ma populację około 3,2 miliona, która jest już wyższa niż w 19 stanach Unii. Mieszkańcy Portoryko również popierają ten ruch, głosując za uzyskaniem statusu stanu w czterech niewiążących referendach od 2012 roku.
Podczas gdy Demokraci w dużej mierze popierali ten pomysł, Republikanie sprzeciwiali się mu z obawy, że wprowadzi kolejny stan, który w większości głosuje na Demokratów. Biorąc pod uwagę, że przyznanie statusu stanu dodałoby dwa nowe miejsca w Senacie i kilka miejsc w Izbie Reprezentantów z Portoryko, taki ruch mógłby dramatycznie zmienić równowagę sił w Kongresie. Podobne obawy wyrażano również w odniesieniu do nadania Waszyngtonowi D.C. statusu stanu.
Conda i Trask argumentowali jednak w swoim artykule, że nadanie Portoryko statusu stanu mogłoby być głównym atutem dla bezpieczeństwa narodowego USA, szczególnie biorąc pod uwagę ambicje Trumpa i Rubio w Ameryce Środkowej i Południowej.
"W ostatnich miesiącach Portoryko odgrywało kluczową rolę w ochronie karaibskiej granicy Ameryki, funkcjonując jako baza operacyjna dla zwiększonej aktywności wojskowej USA w regionie oraz jako platforma startowa, z której chronione są amerykańskie interesy na półkuli zachodniej" - napisali Conda i Trask. "Nawet podczas operacji przeciwko [prezydentowi Wenezueli Nicolásowi] Maduro został on najpierw przewieziony na lotnisko w Aguadilla na wyspie w drodze do USA, aby stanąć przed sądem".
Artykuł kontynuował: "Jest jasne, że gdy prezydent Trump i Sekretarz Marco Rubio dążą do zmiany równowagi sił w Ameryce Łacińskiej, Portoryko będzie nadal kluczowe dla tej misji. Ale niepewność spowodowana obecnym statusem terytorialnym wyspy może zagrozić tej inicjatywie. W obecnej formie relacja między USA a Portoryko pozostaje na dystans, a interesy terytorialnej legislatury i amerykańskiego przywództwa nie zawsze są zbieżne".
Aby zaradzić temu problemowi i zapewnić "bezproblemową koordynację naszych interesów wojskowych na Karaibach", para wezwała administrację Trumpa do posunięcia się naprzód z nadaniem Portoryko pełnego statusu stanu. Jako 51. stan, wyspa mogłaby być "na równych prawach ze stanami, które służą jako bazy wypadowe dla głównych operacji, takich jak Kalifornia i Karolina Północna". Służyłoby to również przeciwdziałaniu temu, co nazwali "głośną mniejszością" Portorykańczyków, którzy pragną niepodległości od USA zamiast statusu stanu, co miałoby odwrotny efekt i znacznie skomplikowałoby operacje bezpieczeństwa.
