Nowy raport zarządzającego aktywami cyfrowymi CoinShares kwestionuje rosnącą narrację, że bitcoin stoi w obliczu bezpośredniego kryzysu związanego z komputerami kwantowymi, argumentując, że tylko niewielka część podaży jest realistycznie zagrożona w sposób, który mógłby wpłynąć na rynki.
CoinShares jest czwartym co do wielkości zarządzającym produktami ETF na aktywa cyfrowe na świecie za BlackRock, Grayscale i Fidelity i ma własny raport 34% udziału w rynku EMEA. We wrześniu 2025 roku zarządzała aktywami o wartości ponad 10 miliardów dolarów.
Sobotni raport zakwestionował powszechnie cytowane szacunki sugerujące, że nawet 20% do 50% wszystkich bitcoinów może w końcu być narażonych na kwantowe wydobycie kluczy. Liczby te, jak stwierdził CoinShares, zacierają granicę między teoretyczną ekspozycją a monetami, które faktycznie mogą zostać skompromitowane na dużą skalę.
CoinShares zawęził swoją uwagę do starszych adresów Pay-to-Public-Key (P2PK), gdzie klucze publiczne są na stałe widoczne w łańcuchu i dlatego stanowią łatwiejsze cele, jeśli komputery kwantowe staną się zdolne do ich odwrócenia.
Firma szacuje, że około 1,6 miliona BTC — czyli około 8% całkowitej podaży — znajduje się w tych starszych typach adresów.
Ale CoinShares argumentował, że liczba monet wystarczająco dużych, aby stworzyć „zauważalne zakłócenia rynkowe" w przypadku kradzieży, jest znacznie mniejsza: około 10 200 BTC. Reszta, jak powiedział, jest rozproszona w ponad 32 000 UTXO o średniej około 50 BTC każdy, co czyni je znacznie mniej atrakcyjnymi i znacznie bardziej czasochłonnymi do złamania nawet przy optymistycznych założeniach.
Kluczowa kwestia polega na tym, że większość potencjalnie narażonych bitcoinów nie znajduje się w kilku gigantycznych, atrakcyjnych celach. Jest rozproszona w ponad 32 000 oddzielnych fragmentach monet, a każdy fragment ma średnio około 50 BTC.
Kwantowy atakujący musiałby łamać te fragmenty jeden po drugim, aby je ukraść, zamiast włamać się do jednego adresu i odejść z łupem wpływającym na rynek. To sprawia, że praca jest wolniejsza, bardziej hałaśliwa i mniej opłacalna, nawet jeśli założy się, że atakujący ma niezwykle potężny sprzęt kwantowy.
CoinShares stwierdził, że złamanie kryptografii bitcoina wymagałoby odpornych na błędy systemów kwantowych około 100 000 razy potężniejszych niż największe dzisiejsze maszyny, umieszczając zagrożenie co najmniej dekadę w przyszłości. CTO Ledger Charles Guillemet, cytowany w raporcie, zauważył, że Willow Google to maszyna 105-kubitowa, podczas gdy łamanie kluczy wymagałoby milionów kubitów.
Zamiast tego firma poparła stopniowe przejście na podpisy postkwantowe, przedstawiając ryzyko kwantowe nie jako stan zagrożenia, ale jako przewidywalny problem inżynieryjny, który bitcoin może absorbować z czasem.
Obawy kwantowe nie są nowe dla bitcoina, ale powracają do rozmów rynkowych w miarę wahania cen i inwestorzy szukają ryzyk strukturalnych do obwiniania.
W grudniu CoinDesk poinformował, że większość deweloperów bitcoina postrzega komputery kwantowe jako odległą sprawę bez znaczenia, argumentując, że maszyny zdolne do złamania kryptografii bitcoina są mało prawdopodobne przez dekady.
Krytycy odpowiadają, że prawdziwym problemem nie jest harmonogram, ale brak widocznego przygotowania, zwłaszcza gdy rządy i główne firmy technologiczne zaczynają wdrażać systemy odporne na kwanty.
Propozycje takie jak BIP-360 mają na celu wprowadzenie nowych formatów portfeli, które mogłyby umożliwić użytkownikom stopniową migrację, ale debata uwypukliła rosnącą przepaść między deweloperami a coraz bardziej instytucjonalnym kapitałem, który chce wyraźniejszego długoterminowego planu.

