Tymczasowy zakaz działania Telegrama w Indiach przed ponownym egzaminem NEET-UG wywołał znacznie większą kontrowersję, gdy założyciel Telegrama Pavel Durov oskarżył Reliance o zakłócanie dostępu do Telegrama poza granicami Indii.
Spór rozpoczął się po doniesieniach, że indyjski rząd tymczasowo ograniczył działanie Telegrama przed ponownym egzaminem NEET-UG 21 czerwca, obawiając się, że na platformie krążą przecieki arkuszy egzaminacyjnych i powiązane treści.
Według doniesień Telegram skierował sprawę do Wysokiego Sądu w Delhi, kwestionując decyzję rządu.
Dlaczego Telegram został zablokowany?
Władze podobno podjęły działania po tym, jak przed ponownym egzaminem za pośrednictwem kanałów Telegrama udostępniono przecieki związane z egzaminem. Rząd argumentował, że posunięcie to było konieczne w celu ochrony integralności procesu egzaminacyjnego i zapobieżenia rozprzestrzenianiu się przeciekniętych materiałów.
Jednak Durov zdecydowanie nie zgodził się z tą decyzją.
Według Durova zakaz dotyczy ponad 150 milionów użytkowników Telegrama w Indiach, robiąc niewiele, aby powstrzymać osoby faktycznie odpowiedzialne za przecieki. „Przecieki przeniosły się po prostu do innych aplikacji" – dodał.
Informator CBSE Nisarg Adhikary skomentował tę kwestię i stwierdził, że rządowy zakaz aplikacji takich jak Telegram nie rozwiąże problemu przecieków arkuszy. Użytkownicy znajdą inne wyjście.
Durov oskarża Reliance o blokowanie Telegrama
Sprawa nabrała nowego wymiaru, gdy Durov wysunął osobne oskarżenie pod adresem Reliance Industries.
Twierdził, że Reliance wykorzystało porwanie BGP do zakłócenia dostępu do Telegrama. Dotknęło to użytkowników spoza Indii, w tym ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Społeczność domaga się dowodów
Twierdzenia Durova szybko wywołały debatę w sieci. Jeden z użytkowników zapytał, czy istnieją jakiekolwiek techniczne dowody potwierdzające te zarzuty.
Później stwierdził, że Telegram eskaluje sprawę z operatorem telekomunikacyjnym ZEA „du", argumentując, że byłoby alarmujące, gdyby operator telekomunikacyjny w Indiach mógł rzekomo wpływać na dostęp do internetu dla użytkowników w innym kraju.
Tymczasem Reliance nie wydało żadnych oficjalnych komentarzy w tej sprawie.





