Prezydent Donald Trump powiedział wprost w zeszłym tygodniu, że nie przejmuje się wyborami śródkadencyjnymi. Jego lista popieranych kandydatów, kampania mająca na celu usunięcie Republikanów uznanych za nielojalne — bez względu na konsekwencje — oraz zahamowany, niemal niewidoczny program legislacyjny sugerują, że może nie blefować.
Dla Trumpa „może być polityczna korzyść niezależnie od tego, kto wygra" — argumentuje felietonistka Bloomberga Abby McCloskey.
W końcu, jak zauważa McCloskey, Trump poparł teksańskiego Republikanina Kena Paxtona zamiast Johna Cornyna w wyścigu o fotel senatorski Cornyna dopiero w ostatniej chwili — gdy sondaże wskazywały, że Paxton wyszedł na prowadzenie. Trump mógł po prostu postawić na silniejszego kandydata, choć ryzykuje tym samym oddanie Demokratom czerwonego miejsca w Senacie podczas listopadowych wyborów powszechnych.
„Nie widzę też żadnych prób odzyskania wyborców zaniepokojonych rosnącymi kosztami" — pisze McCloskey. „Na horyzoncie nie ma żadnych działań legislacyjnych mających na celu rozwiązanie problemów gospodarczych ani wzmocnienie zaufania konsumentów. Zamiast tego Trump publicznie stwierdził, że nie 'myśli o sytuacji finansowej Amerykanów'. Cóż za prezent dla demokratycznych reklam kampanijnych."
Trump, jak argumentuje McCloskey, mógł ogłosić swoją obojętność wobec wyborów śródkadencyjnych po odczytaniu znaków na niebie: rynki predykcji pokazują, że Demokraci mają 80-procentową szansę na przejęcie Izby Reprezentantów, a nawet szansę „rzutu monetą" na przejęcie Senatu. Prezydent może po prostu wyczuwać, co nadchodzi.
Ale jest jeszcze inny powód, dla którego Trumpowi może nie zależeć na wygranej Republikanów w wyborach śródkadencyjnych.
„Utrata kontroli nad Kongresem przez Trumpa nie miałaby większego wpływu na jego program rządzenia."
Poza jego One Big Beautiful Bill Act z zeszłego lata, „w zasadzie nie było żadnego poważnego programu legislacyjnego wymagającego wsparcia Kongresu" — mówi McCloskey. „Trump bardziej niż jakikolwiek współczesny prezydent polegał na działaniach wykonawczych."
Odzyskanie przez Demokratów Izby Reprezentantów i Senatu daje Trumpowi kolejną przewagę.
„Trump może faktycznie skorzystać, jeśli Senat i Izba Reprezentantów przejdą pod kontrolę Demokratów" — pisze McCloskey. „Demokratyczna większość w Kongresie mogłaby stać się kozłem ofiarnym, którego brakowało drugiej kadencji Trumpa. Trump będzie zrzucał wszelkie niepowodzenia na nową demokratyczną większość w Kongresie."
To „mogłoby działać na korzyść Trumpa, przywracając mu rolę ofiary elit lub obrońcy przed progresywną falą" — mówi McCloskey. „Prezydent jest u szczytu swojej politycznej siły, gdy przypomina narodowi, co czeka po drugiej stronie: agenda woke, agenda socjalistyczna lub coś gorszego."
W pewnym momencie McCloskey konkluduje: „gdy prezydent mówi, że nie obchodzi go, czy jego partia utrzyma władzę, trzeba się zastanowić, dlaczego."


