Tajne spotkania gabinetu Kirsti Noem rozwścieczyły Donalda Trumpa, który podobno jest wściekły na Departament Bezpieczeństwa Krajowego.
Prezydent nie był świadomy tych spotkań, choć obecnie uważa się, że on i jego doradcy wiedzą, że Noem organizuje tajne spotkania, które szefowa DHS nazywa spotkaniami gabinetu, podał The Daily Beast. Podobno asystenci prezydenta są zaniepokojeni tym, że Noem nazywa swoje spotkania spotkaniami „gabinetu", a Trump jest osobiście wściekły na reklamę, na którą DHS zaplanował budżet na początku tego miesiąca.
Noem była w centrum kampanii reklamowej mówiącej imigrantom, by „wyjechali teraz", ale koszt tych reklam w wysokości 200 milionów dolarów sprawił, że Trump jest „zirytowany".
Rzecznik DHS bronił Noem, mówiąc, że właściwe jest nazywanie zgromadzeń „spotkaniami gabinetu komponentów DHS" i że „niezwykle udane" reklamy były koordynowane z urzędnikami Białego Domu.
Noem trafiła dziś wcześniej na pierwsze strony gazet, ponieważ uważa się, że urzędnicy administracji Trumpa są niezadowoleni z szefowej Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, która sprawiła, że zespół czuje się „niekomfortowo", próbując zbliżyć się do prezydenta.
Michelle Hackman, Josh Dawsey i Tarini Parti napisali: „Para pracowała nad pośpiesznym umocnieniem swojego związku z prezydentem, z powodzeniem prosząc o spotkanie w Gabinecie Owalnym z Trumpem dwa dni po strzelaninie Pretti. Zespół Noem szybko zaplanował serię konferencji prasowych na inne tematy, w tym wydarzenie podkreślające bezpieczeństwo lotnisk w Miami i ogłoszenie dotyczące muru granicznego w Arizonie.
„Bliska relacja Noem i Lewandowskiego już sprawiła, że Trump i jego główni doradcy czują się niekomfortowo. Lewandowski początkowo chciał formalnie służyć jako szef personelu Noem, ale Trump odrzucił ten pomysł z powodu doniesień o romantycznym związku między nimi — co nadal porusza, mówią urzędnicy.
„Chociaż urzędnicy Białego Domu są sfrustrowani przywództwem Noem i Lewandowskiego, wiedzą, że jego bliskość z prezydentem utrudnia im wprowadzanie zmian w DHS, powiedzieli urzędnicy."


