Ropa i gaz w Nowej Zelandii
getty
W zeszłym miesiącu zakaz wierceń naftowych i gazowych w Nowej Zelandii – obowiązujący od 2018 roku – został zniesiony, gdy kraj zmaga się z kryzysem energetycznym i obawami przed deindustrializacją.
Doprowadzając do tego, premier i lider centroprawicowej Partii Narodowej Christopher Luxon zarówno spełnił długotrwałą obietnicę, jak i cofnął charakterystyczny ruch swojej poprzedniczki i byłej liderki centrolewicowej Partii Pracy Jacindy Ardern.
Siedem lat temu, ku zaskoczeniu i przerażeniu wielu, Ardern ogłosiła, że era ropy i gazu dobiegła końca i powiedziała, że rząd Nowej Zelandii nie wyda więcej pozwoleń na poszukiwania węglowodorów na morzu w swojej wyłącznej strefie na Pacyfiku Południowym.
Był to systemowy szok dla kraju siedzącego na opłacalnych złożach ropy i 1 biliona stóp sześciennych gazu ziemnego, wydobywanego głównie z basenu Taranaki na Wyspie Północnej kraju, z głównymi skupiskami poszukiwawczymi na polach Kapuni, Pohokura i Kupe.
Chociaż istniejące pozwolenia nie zostały naruszone, ruch ten sygnalizował ogromną zmianę kierunku dla Nowej Zelandii rok po porażce poprzedniego prawicowego rządu, który sprzyjał rozszerzeniu przemysłu naftowego i gazowego.
Skutki tego, co poprzedzało i nastąpiło po zakazie, który branża przewidziała, są odczuwalne do dziś i prawdopodobnie nie znikną w najbliższym czasie.
Zniesienie Zakazu Nie Jest Panaceum
Wobec braku świeżych poszukiwań i dostaw, starzejące się odwierty gazowe Nowej Zelandii odnotowały spadek produkcji. Dane opublikowane przez Ministerstwo Biznesu, Innowacji i Zatrudnienia kraju w czerwcu wskazały, że produkcja gazu zmniejszyła się prawie o połowę w ciągu ostatnich dziesięciu lat i spadła o 19% w skali roku. Poziomy dostaw są obecnie najniższe od lat 80.
Po uwzględnieniu inflacji, ceny gazu ziemnego w Nowej Zelandii rosną dwucyfrowo we wszystkich segmentach konsumpcji, czy to dla odbiorców mieszkaniowych, komercyjnych, przemysłowych czy hurtowych.
Nic dziwnego, że dla wielu koniec zakazu nie mógł nadejść wystarczająco szybko. Jednak jest mało prawdopodobne, by było to panaceum, jak niektórzy sądzą, ponieważ szkody mogą być trwałe.
Jeszcze zanim Ardern objęła urząd i zakaz wszedł w życie, branża przewidziała to na podstawie bardzo publicznego stanowiska, jakie zajęła przeciwko poszukiwaniom ropy i gazu. W konsekwencji większość dużych firm naftowych i gazowych opuściła Nową Zelandię jeszcze przed wprowadzeniem zakazu. Spadek inwestycji i utrata zaufania, które nastąpiły, zbliżają się już do dekady.
Niepokojące jest to, że deindustrializacja wydaje się być widoczna w oczach wielu. Ponieważ szereg energochłonnych ciężkich gałęzi przemysłu, od producentów nawozów po recyklerów aluminium, ostrzega o tymczasowych zamknięciach do trwałych likwidacji z powodu niedoborów gazu i wysokich cen.
Świadomy rozwijającego się kryzysu, który nie jest jego dziełem, Luxon wydaje się skierować swoją administrację do wykorzystania wszystkich możliwości. Nie tylko zniesiono zakaz, ale nowa ustawa uchylająca go pozwoli firmom składać wnioski już we wrześniu o nowe pozwolenia na poszukiwania węglowodorów poza lądowym Taranaki.
Najnowszy budżet Nowej Zelandii obejmował również 200 milionów NZD (118,2 miliona USD) na "współinwestycje" w nowe pola gazu ziemnego.
Ogłaszając zmianę stanowiska, minister zasobów Nowej Zelandii Shane Jones powiedział: "Nieudany zakaz poszukiwań z 2018 roku pogłębił niedobory w naszych krajowych dostawach gazu, niszcząc nowe inwestycje w poszukiwania i rozwój niezbędne do zaspokojenia naszych przyszłych potrzeb gazowych. Rezerwy również spadają szybciej niż przewidywano.
"Ten rząd jest pragmatyczny w kwestii kluczowej roli, jaką gaz ziemny będzie odgrywał w naszym miksie energetycznym w nadchodzących dekadach, i wyznaczyliśmy kurs na większe bezpieczeństwo energetyczne wspierane przez nasze własne rodzime rezerwy."
Jednak nawet jeśli świeże inwestycje popłyną niemal natychmiast do projektów poszukiwawczych w Nowej Zelandii od przyszłego miesiąca, zajęłoby co najmniej dekadę od ostatecznych decyzji inwestycyjnych, aby nowe dostawy miały jakikolwiek znaczący wpływ. Ponieważ zdolność energii odnawialnej nie jest w stanie wypełnić luk w obecnym zapotrzebowaniu gospodarstw domowych i firm w kraju, rozważane jest racjonowanie gazu, a nawet zwrot w kierunku węgla.
Wielka Brytania Musi Wziąć To Pod Uwagę
Dynamika rynkowa, która rozwinęła się w Nowej Zelandii, w dużej mierze spowodowana przez dążenie Ardern do zakończenia licencjonowania ropy i gazu, nie przeszła niezauważona w kręgach politycznych tysiące mil dalej w Wielkiej Brytanii.
To tam inny lewicujący rząd Partii Pracy wydaje się podążać podobną anty-węglowodorową ścieżką pod przewodnictwem premiera Sir Kiera Starmera i sekretarza ds. energii Eda Milibanda.
Brytyjskie partie opozycyjne – Reform UK i Konserwatyści – domagają się, aby Starmer i Miliband porzucili swoje plany blokowania nowych licencji na Morzu Północnym, aby złagodzić obawy o bezpieczeństwo energetyczne i rosnące ceny.
Szczególnie w kwestii kosztów użytkowania, brytyjskie przemysłowe ceny energii elektrycznej są uznawane za 46% wyższe od mediany cen Międzynarodowej Agencji Energetycznej, około 50% wyższe niż we Francji i Niemczech oraz czterokrotnie wyższe niż w USA i Kanadzie.
Rachunki za energię elektryczną brytyjskich gospodarstw domowych są również około czwartymi najwyższymi na świecie i najwyższymi w Europie. Dzieje się tak, gdy rząd nadal importuje więcej gazu ziemnego z Norwegii, która korzysta z pól Morza Północnego i szelfu kontynentalnego, do których sama Wielka Brytania ma prawa.
Nawet skutki zakazu wierceń naftowych i gazowych w Nowej Zelandii nie stworzyły tak dziwacznego zestawu okoliczności i punktów bólu cenowego. A bolesne odwracanie tego ruchu stanowi kolejne ostrzeżenie, jeśli obecny rząd Wielkiej Brytanii ma nastrój, by wziąć je pod uwagę.
Źródło: https://www.forbes.com/sites/gauravsharma/2025/08/19/end-of-new-zealands-oil-and-gas-drilling-ban-wont-take-its-pain-away/


