Prezydent Donald Trump przyciąga powszechną uwagę i wywołuje kontrowersje po tym, jak w poniedziałek wezwał Republikanów do „znacjonalizowania" wyborów w co najmniej piętnastu jurysdykcjach, które uznał za „skorumpowane", szczególnie dlatego, że Konstytucja USA przypisuje uprawnienia wyborcze przede wszystkim stanom. Teraz Biały Dom musi bronić jego wypowiedzi.
Mówiąc, że jest „miliony i miliony" nielegalnych imigrantów i „musimy ich usunąć", Trump ostrzegł, że „jeśli Republikanie ich nie usuną, nigdy więcej nie wygracie wyborów jako Republikanie".
Twierdził, że nielegalnym imigrantom mówi się: „Och, możesz głosować, możesz robić co chcesz".
„To szaleństwo" – dodał. „To znaczy, to szaleństwo, jak można sprawić, żeby ci ludzie głosowali, a jeśli ich nie usuniemy, Republikanie nigdy nie wygrają kolejnych wyborów".
„Republikanie powinni powiedzieć: 'Chcemy przejąć kontrolę. Powinniśmy przejąć kontrolę nad głosowaniem', głosowaniem w co najmniej wielu, 15 miejscach" – nalegał Trump. „Republikanie powinni znacjonalizować głosowanie".
The New York Times nazwał wypowiedzi Trumpa „eskalacją", mówiąc, że był to „agresywny krok retoryczny, który prawdopodobnie wzbudzi nowe obawy o wysiłki jego administracji, by angażować się w sprawy wyborcze", i zauważając, że nastąpił po „serii działań jego administracji mających na celu sprawowanie większej kontroli nad amerykańskimi wyborami".
Znany prawnik ds. wyborczych Marc Elias powiedział, że wezwanie Trumpa do znacjonalizowania wyborów to „jeden z jego najbardziej wyraźnych sygnałów dotąd, że planuje ingerować w funkcjonowanie demokracji".
Ale podczas briefingu prasowego we wtorek rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt twierdziła, że Trump odnosił się do ustawy SAVE Act, która wymagałaby dowodu obywatelstwa USA do rejestracji do głosowania. Przeciwnicy argumentują, że wielu Amerykanów nie ma łatwego dostępu do akceptowalnych dokumentów, takich jak paszport lub akt urodzenia. Ustawa mogłaby również skomplikować rejestrację wyborczą dla osób, które zmieniły nazwiska, ale nie mają zaktualizowanych dokumentów obywatelskich.
Nazywając ustawę SAVE Act „ogromnym, zdrowym rozsądkiem aktem prawnym, który Republikanie wspierali", Leavitt dodała: „Nie sądzę, żeby jakakolwiek racjonalna osoba, która jest ze sobą szczera, nie zgodziła się z ideą wymagania od obywateli tego kraju okazania dowodu osobistego przed oddaniem głosu w wyborach federalnych, lub, szczerze mówiąc, w jakichkolwiek wyborach, i to jest coś, co prezydent chce zobaczyć".
Pomimo wezwania Trumpa do „znacjonalizowania" wyborów i powierzenia ich nadzoru Partii Republikańskiej, Leavitt powiedziała dziennikarzom, że prezydent „wierzy, że stany powinny je nadzorować. Prezydent wierzy w Konstytucję Stanów Zjednoczonych".
„Jednak" – kontynuowała – „wierzy, że oczywiście miało miejsce wiele oszustw i nieprawidłowości w amerykańskich wyborach. I ponownie, identyfikacja wyborcza to bardzo popularna i zdrowa rozsądkiem polityka, którą prezydent chce realizować i chce przeforsować ustawodawstwo, aby to się stało dla wszystkich stanów w całym kraju".
Leavitt wydawała się mylić niewielką liczbę jurysdykcji w Kalifornii, które pozwalają nie-obywatelom głosować w wyborach lokalnych, takich jak wybory do rad szkolnych, z oszustwem.
„Jeśli spojrzysz na stany takie jak Kalifornia, lub jeśli spojrzysz na przykład na Nowy Jork, nie-obywatele mogą głosować w wyborach w miejscach takich jak Kalifornia i Nowy Jork" – powiedziała. Nie-obywatele w ogóle nie mogą głosować w wyborach w Nowym Jorku.
„To po prostu tworzy system, system wyborczy, który jest absolutnie pełen oszustw, i nie możesz zaprzeczyć faktowi, że niestety są miliony ludzi, którzy mają pytania na ten temat, podobnie jak prezydent" – kontynuowała.
Zauważając, że to „kwestia konstytucyjna", republikański lider większości w Senacie John Thune powiedział, że „nie popiera" znacjonalizowania wyborów, podał NBC News.
Republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson powiedział: „zawsze było obowiązkiem stanów administrować wyborami i to system, który działa dobrze, o ile stany traktują priorytetowo zapewnienie uczciwości naszych wyborów. I mamy prawdziwe obawy co do niektórych niebieskich stanów, szczerze mówiąc, które nie radzą sobie z tym dobrze".
Istnieje niewiele dowodów na oszustwa wyborcze w całym kraju.
„Obszerne badania ujawniają, że oszustwa są bardzo rzadkie" – poinformowało Brennan Center for Justice. „Jednak powtarzające się, fałszywe oskarżenia o oszustwa mogą utrudnić milionom uprawnionych Amerykanów udział w wyborach".
Były prokurator USA Barb McQuade zauważyła na temat uwag Trumpa: „Konstytucja deleguje władzę przeprowadzania wyborów stanom. To wymagałoby poprawki. Naraziłoby to dane wyborców na ryzyko jednego włamania zamiast 50".
- YouTube www.youtube.com

