Kiedy prezydent Donald Trump został odwołany z urzędu w 2020 roku, wielu konserwatystów nigdy nie popierających Trumpa miało nadzieję, że jego wpływ na Partię Republikańską się skończy. Ale Trump został ponownie wybrany do urzędu cztery lata później, wygrywając po raz pierwszy niewielką większością głosów powszechnych.
Konserwatysta nigdy nie popierający Trumpa, Bill Kristol, spogląda wstecz na ostatnie dziesięć lat polityki USA w kolumnie opublikowanej we wtorek 3 lutego przez The Bulwark, podkreślając, że Trump miał zbyt duży wpływ na GOP, by można go było odrzucić jako "aberrację". Ale twierdzi, że "Era Trumpa" może zostać zakończona, jeśli jego przeciwnicy będą mieli wystarczającą determinację w nadchodzących miesiącach i latach.
"Wiem, że wielokrotnie odnosiliśmy się do 'ery Trumpa'", wyjaśnia Kristol. "Ale z jakiegoś powodu uderzyło mnie na nowo, jak długa i jak historycznie ważna jest ta era. To nie jest chwilowa anomalia, gorączka, która przemija, czy tymczasowa aberracja. To część historii Ameryki — znacząca część…. To smutne, ale prawdziwe: Trump był dominującą postacią w amerykańskim życiu politycznym przez dekadę. Jedynymi prezydentami o porównywalnej wadze historycznej w ubiegłym stuleciu byli Franklin D. Roosevelt, wybrany czterokrotnie na prezydenta, a następnie zastąpiony przez swojego wiceprezydenta Harry'ego Trumana, oraz Ronald Reagan, wybrany dwukrotnie, a następnie zastąpiony przez swojego wiceprezydenta George'a H.W. Busha."
Konserwatywny dziennikarz ubolewa, że Trump "jest zdecydowanie najbardziej znaczącą postacią amerykańskiej polityki w XXI wieku jak dotąd". Ale era po Trumpie, argumentuje Kristol, mogłaby skierować USA w bardziej pozytywnym kierunku.
"Nasza era — era Trumpa — jest niefortunna w historii amerykańskiej republiki", ostrzega Kristol. "Jest niebezpieczna. I bądźmy szczerzy, jest haniebna…. Byłoby okropną rzeczą być pokoleniem, które zawiodło w tym zadaniu. Do tej strasznej porażki dołączyłoby upokorzenie porażki przez tak niegodnych i mało imponujących przeciwników."
Konserwatysta nigdy nie popierający Trumpa kontynuuje: "Więc jeśli walka o dobro tej republiki oznacza konieczność spędzenia kolejnych trzech lat — lub więcej — z uczuciem, że przeżywamy jeden Dzień Świstaka po drugim, niech tak będzie.… Ale walka taka jest niewielką ceną za to, co jest na szali. I pewnego dnia, mamy nadzieję i wierzymy, że zwyciężymy, a Era Trumpa już nie będzie."


