Niektórzy z najbardziej niezawodnych zwolenników Donalda Trumpa sprzeciwiają się po tym, jak Biały Dom ogłosił, że prezydent wygłosi przemówienie jako zastępstwo dla artystów, którzy wycofali się z obchodów America 250, a krytycy z prawicy nazywają ten ruch autopromocją i brakiem wyczucia.
Biały Dom promował wydarzenie jako „Wiec AMERYKA WRÓCIŁA!", ale prominentne konserwatywne głosy nie były pod wrażeniem.

Matt Walsh, prawicowy komentator i jeden z najważniejszych medialnych sojuszników Trumpa, nazwał tę decyzję błędem z własnej winy. „Zastąpienie koncertu przemówieniem jest nudne i bez polotu" – napisał Walsh na X. „Po prostu wyjdź i znajdź prawdziwych muzyków do grania. Nie odwołuj koncertu tylko dlatego, że gromada wypalonych, starych nieudaczników się wycofała. Są setki artystów, którzy może nie są sławni, ale absolutnie skorzystaliby z szansy wystąpienia na takiej scenie."
Jenna Ellis, była prawniczka kampanii Trumpa, która znalazła się wśród oskarżonych w sprawie ingerencji w wybory w Georgii, była bardziej bezpośrednia. „America 250 nie jest o Trumpie" – napisała. „To jest taki egocentryzm."
Konserwatywna komentatorka Jackie Chea wyraziła podobną opinię, sugerując, że Trump „nie powinien zamieniać koncertu w wiec", a zamiast tego powinien „odwołać się do swoich doświadczeń z show-biznesu i pozwolić nowym artystom rywalizować z patriotycznymi piosenkami."
Sprzeciw pojawia się w momencie, gdy Biały Dom boryka się z wypełnieniem luki rozrywkowej pozostawionej przez artystów, którzy odmówili występu na wydarzeniu upamiętniającym 250. rocznicę istnienia narodu, a rozwiązanie Trumpa wydaje się generować równie dużo kontrowersji co pierwotne rezygnacje.

