Must Watch
Kiedy lider większości Sandro Marcos złożył projekt ustawy mający na celu ukaranie szerzycieli fałszywych informacji na początku 20. Kongresu w 2025 roku, podjął kroki w celu konkretnego zdefiniowania pojęcia „fake news".
Jego projekt stanowi, że „fake news" odnosi się do „fałszywych lub wprowadzających w błąd informacji przedstawianych jako fakty lub wiadomości, celowo i złośliwie rozpowszechnianych w celu wprowadzenia opinii publicznej w błąd, mogących siać zamieszanie, podżegać do nienawiści lub przemocy bądź zakłócać porządek publiczny".
Zwrot „fake news" — stały element leksykonu ery mediów społecznościowych — nie pojawia się już w projekcie zastępczym, który przeszedł przez komisję informacji publicznej Izby Reprezentantów i zakończył debatę plenarną po północy 27 maja.
Znowelizowany projekt, w którym nadal figuruje on jako pierwszy spośród głównych autorów, skupia się zamiast tego na definiowaniu „dezinformacji" — terminu bardziej precyzyjnego, używanego przez naukowców.
To tylko jedna z wielu zmian w zastępczym projekcie ustawy nr 9645, jednak nowelizacje raczej nie rozwiążą obaw krytyków, że ustawa ta zostanie wykorzystana jako narzędzie do tłumienia wolności słowa, mimo nowych zabezpieczeń wprowadzonych do nowego dokumentu.
Projekt ustawy, który przeszedł drugie czytanie w Izbie Reprezentantów — zwany również Ustawą o przeciwdziałaniu fałszywym informacjom w mediach cyfrowych — zawiera następujące kluczowe punkty:
Nikko Balbedina, redaktor multimedialny PressOne.ph i członek technicznej grupy roboczej (TWG) ds. tej ustawy, uważa projekt zastępczy za problematyczny, mimo „znaczących" ulepszeń w stosunku do wcześniejszych propozycji.
Oprócz propozycji Marcosa nowa ustawa konsoliduje 16 innych projektów złożonych przez około dwudziestu kilku ustawodawców.
„Zwrot 'fake news' jest błędem nazewniczym. Wiadomości to zweryfikowane, sprawdzone informacje z wielu źródeł. Jeśli mówisz, że są fałszywe, to już nie są wiadomościami" — powiedział, wyrażając pogląd powszechny wśród medioznawców.
Balbedina dostrzega potrzebę interwencji rządu w walce z kłamstwami w internecie i skoordynowanym nieautentycznym zachowaniem w zakresie dezinformacji, a nawet z zadowoleniem przyjmuje przepisy projektu ustawy zobowiązujące duże platformy cyfrowe do rejestracji podmiotu na Filipinach.
Wyraża jednak obawy dotyczące szerokich uprawnień, jakie zostaną przyznane rządowi po podpisaniu ustawy.
„W swojej istocie projekt ustawy jest łatwy do wykorzystania jako narzędzie ze względu na swój penalizacyjny charakter. Nie chcemy, aby rząd miał monopol na prawdę" — powiedział Balbedina w rozmowie z Rapllerem.
Jego obawy są echem wystąpień posłów Makabayan podczas debat plenarnych.
Przewodniczący komisji informacji publicznej Izby Lordan Suan, który bronił projektu na sali plenarnej, nalegał, że ustawa „nie karze wyłącznie za fałsz".
„Wymaga zbieżności trzech niezależnych elementów: rzeczywistej wiedzy o fałszywości lub rażącego lekceważenia prawdy, konkretnego zamiaru wyrządzenia szkody oraz oczywiście dającego się wykazać związku z weryfikowalnymi szkodami publicznymi lub zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego" — powiedział Suan.
Lewicowi ustawodawcy argumentują jednak: co powstrzyma opresyjny rząd od definiowania bezpieczeństwa narodowego i szkód publicznych na własnych zasadach?
Obawy Tinio i Co wynikają z osobistych doświadczeń. Ich grupy były przez ostatnie lata bezustannie oskarżane o komunizm — i pozywane — przez siły państwowe.
„Jeśli słuchasz Narodowej Grupy Zadaniowej ds. Zakończenia Lokalnego Zbrojnego Konfliktu Komunistycznego, Sił Zbrojnych Filipin, sekretarza obrony, mówiliby: 'To terroryści, propagują fake newsy, i tak dalej.' No i jest jeszcze kwestia red-taggingu" — wskazał przedstawiciel ACT Teachers Antonio Tinio. „Ta ustawa z pewnością jeszcze bardziej wzmocni samo państwo."
„Na przykład urzędnik rządowy nie mógł wejść do biura, bo przed nim stały osoby wzywające do jego rezygnacji. Potem powiedział: 'Nie, te twierdzenia, że jestem częścią schematu korupcji, są oszukańcze i błędne.' Czy to już jest objęte przepisem o 'zagrożeniu dla bezpieczeństwa narodowego'?" — dodała przedstawicielka Kabataan Renee Co. „Może to być niebezpiecznie szerokie i może mieć efekt kryminalizowania protestu."
Chociaż projekt ustawy wyraźnie stanowi, że osoby, które jedynie polubiły lub udostępniły treści, nie będą karane, nadal pozostają obawy, że oskarżeni będą musieli ponieść ciężar udowodnienia swojej niewinności przed sądami.
Te batalii prawne są kosztowne i niekiedy mają jedynie na celu nękanie osób, których dotyczą sprawy.
„To może potencjalnie wywołać efekt mrożący" — powiedział Tinio.
„Pańska obserwacja, trafna czy nie, nie dotyczy wyłącznie tej ustawy. Odnosi się do wszystkich przepisów. Bo nic nie powstrzymuje nikogo przed składaniem bezpodstawnych pozwów" — argumentował przedstawiciel 1. okręgu Bataan Antonino Roman III, kolejny sponsor plenarny.
Lewicowi ustawodawcy zwracają również uwagę na rolę DICT, który będzie odpowiedzialny za akredytację podmiotów zajmujących się pozasądowym rozstrzyganiem sporów (ODS), świadczących usługi rozpatrywania odwołań użytkowników dotyczących decyzji platform, oraz za akredytację „sprawdzonych badaczy" mających dostęp do danych platformy.
„Jakich kryteriów będą używać sprawdzeni badacze jako podstawy? I jakiekolwiek systemy stworzą, jak zapewnią, że będą one uczciwe, bezstronne i że ostatecznie nie będą faworyzować określonych narracji?" — zapytała Co.
„Niektórzy mówią, że agencje podległe władzy wykonawczej działają teraz w politycznie motywowany sposób — podobnie jak robiły to za poprzedniej administracji. To właśnie nas niepokoi" — dodał Tinio. „Jeśli chodzi o DICT i jego uprawnienia, szczerze mówiąc, uważam, że są one nadmierne."
Roman powiedział, że weryfikacja treści będzie prowadzona przez niezależnych fact-checkerów, a nie przez sprawdzonych badaczy.
Trzeba przyznać autorom znowelizowanego projektu, że wydaje się, iż podjęli wysiłek, aby wyznaczyć wysoką poprzeczkę, zanim państwo będzie mogło uderzyć w szerzycieli dezinformacji.
Jeden z przepisów wyraźnie wymienia rodzaje wypowiedzi, których ustawa nie może regulować: opinie polityczne, krytykę rządu i urzędników publicznych, satyrę, dziennikarstwo śledcze, reportaże, osąd redakcyjny, sygnalizowanie nieprawidłowości, rzecznictwo w interesie publicznym, komentarz, opinię, dyskurs akademicki oraz ekspresję artystyczną i religijną, między innymi.
„Nie będzie ona również stosowana do karania niezamierzonych błędów popełnionych w dobrej wierze i następnie skorygowanych, wypowiedzi wyraźnie zidentyfikowanych jako humor lub treści twórcze, ani nie będzie wymierzona w osoby lub grupy angażujące się w legalne organizowanie polityczne lub rzecznictwo online" — głosi również projekt.
Roman przyznaje, że projekt nie jest doskonały, ale nalega, że jest to poważna próba zaradzenia dezinformacji.
„Jeśli zrobimy za mało, złośliwi aktorzy mogą wykorzystywać przestrzenie cyfrowe do wyrządzania rzeczywistych szkód. Jeśli zrobimy za dużo, ryzykujemy mrożenie zgodnych z prawem wypowiedzi i wolności konstytucyjnych. Naszym zadaniem nie jest więc wybór między wolnością a odpowiedzialnością, lecz wypracowanie ram chroniących obie wartości" — powiedział Roman.
Mimo tych wysiłków problem pozostaje: jest to projekt ustawy podatny na nadużycia, zwłaszcza przez rząd, który nie rozumie, co oznacza zdrowa demokracja.
„Założenie, że rządowi nie można zaufać w zakresie wdrażania własnych przepisów, jest założeniem, które pochłonęłoby każdy kiedykolwiek uchwalony statut. I nie jest to argument przeciwko tej ustawie, lecz argument przeciwko samemu rządzeniu" — argumentował Suan.
Tinio nie chce tej ustawy, ale powiedział, że jeśli regulacja jest konieczna, powinna być prowadzona przez organ mający „pozory autonomii", a nie przez DICT, agencję podległą władzy wykonawczej, która jego zdaniem może być upolityczniona.
Dla Balbediny z PressOne.Ph rząd powinien priorytetowo traktować edukację zamiast karania.
„Musimy przywrócić przedmioty z zakresu edukacji medialnej. Musimy zacząć już od klasy K-1" — powiedział Balbedina. „Dzieci w dzisiejszych czasach uczą się obsługi smartfonów, zanim jeszcze nauczą się jeździć na rowerze czy biegać na zewnątrz."
Sprawozdanie komisji dotyczące HB 9645 zostało zatwierdzone rano 26 maja i natychmiast rozpatrzone na posiedzeniu plenarnym tego samego dnia, a następnie przeszło drugie czytanie. Co ciekawe, projekt zastępczy nie został nawet zamieszczony na stronie internetowej Izby, gdy rozpoczęły się obrady plenarne.
Szybkie tempo prac wynika prawdopodobnie z tego, że Izba ma tylko trzy pozostałe dni sesji przed następnym Orędziem o Stanie Państwa prezydenta Ferdinanda Marcosa Jr. w lipcu i chce uchwalić projekt — sklasyfikowany przez administrację jako priorytet — w trzecim i ostatnim czytaniu w Izbie przed tym terminem.
Daje to prezydentowi kolejny powód do dumy w jego corocznym przemówieniu, choć projekt ustawy jego syna jest dopiero w połowie procesu legislacyjnego, gdyż Senat nie uchwalił jeszcze odpowiedniego projektu. – Rappler.com


