Zalicz kongresmenа Dona Bacona (R-Neb.) do nielicznej, lecz rosnącej grupy republikanów mających odwagę krytykować prezydenta Donalda Trumpa, gdy ten niszczy Partię Republikańską.
Bacon należy również do grona republikanów odchodzących na emeryturę w tym roku, więc – jak zarzucają mu niektórzy krytycy – odwagę znajduje „przy wyjściu za drzwi". Niemniej jednak, z bezpiecznej pozycji emeryta, Bacon kieruje poważną krytyką pod adresem kontrowersyjnej propozycji Trumpa dotyczącej ugody z funduszu uznaniowego w CNN.
„Cała ta sprawa śmierdzi" – powiedział Bacon CNN. „Prezydent jest powodem, ale jednocześnie nadzoruje pozwanych. Więc w pewnym sensie negocjuje sam ze sobą. Większość ludzi tak to widzi. To nie jest bezstronne. Z pewnością wygląda to stronniczo. Musi więc być jakiś arbiter, jakiś sędzia lub coś, co pomoże podjąć bezstronną decyzję o tym, kto powinien otrzymać te pieniądze."
Ogłoszenie utworzenia funduszu wywołało potępienie zarówno wśród demokratów, jak i republikanów. W czwartek pełniący obowiązki prokuratora generalnego i były osobisty prawnik Trumpa, Todd Blanche, spotkał się z republikańskimi kongresmenami, próbując zdobyć poparcie dla funduszu, jednak jeden z konserwatywnych senatorów nazwał fundusz „tyranią". Spotkanie zakończyło się niepowodzeniem – republikanie odroczyli obrady na przerwę z okazji Dnia Pamięci bez porozumienia w sprawie funduszu ani bez zatwierdzenia popieranego przez Trumpa projektu ustawy o pojednaniu budżetowym w zakresie imigracji i ochrony granicy.
„Każdy ma prawo do złożenia pozwu" – nalegał Bacon. „Prezydent ma prawo do złożenia pozwu. Ale nie można negocjować z samym sobą w sprawie ugody finansowanej przez podatników. I właśnie to się dzieje. … Prezydent negocjuje sam ze sobą, ile pieniędzy podatników powinno zostać wypłacone i komu powinny trafić. Już na pierwszy rzut oka wygląda to źle. Reprezentuje bowiem obie strony tego sporu."
Krytyka Bacona stanowi rzadki moment instytucjonalnego sprzeciwu w szeregach Partii Republikańskiej, choć jego decyzja o przejściu na emeryturę komplikuje narrację. W odróżnieniu od aktywnych republikanów obawiających się wyzwań w prawyborach ze strony kandydatów popieranych przez Trumpa, Bacon ma mniejszą polityczną motywację do milczenia. Jego uwagi podkreślają fundamentalną zasadę prawną: pozory bezstronności mają znaczenie w postępowaniach rządowych.
Pełniąc jednocześnie rolę powoda i pozwanego we własnym procesie, Trump stworzył scenariusz naruszający podstawowe standardy sprawiedliwości i należytego procesu – pojęcia tradycyjnie bronione przez konserwatystów. Fakt, że nawet republikanie mają trudności z obroną tego układu, sugeruje, że prawna architektura ugody jest fundamentalnie wadliwa. Czy odwaga Bacona zainspiruje innych odchodzących republikanów do zabrania głosu – pozostaje otwartym pytaniem, jednak jego gotowość do publicznego kwestionowania legitymności funduszu na gruncie konstytucyjnym sygnalizuje, że sprzeciw wobec posunięć Trumpa wykracza poza kręgi demokratyczne.


